czwartek, 9 lipca 2015

14.06.2013, piątek - Jasper.

Cholera. Dlaczego nawet w karetkach, które jeżdżą po całym mieście musi być ten pieprzony zapach szpitala? Nie wiem, jak Ci lekarze tam wytrzymują. Przecież to taki duszny smród. Ehh, nienawidzę tego. Dobrze, że za niedługo będzie po wszystkim. Usiadłem w rogu, w wolnym miejscu pojazdu, pokazując swoje niewielkie, ale zawsze, obrażenia sanitariuszowi, który wyglądał nieco na stażystę. Zrobiłbym to, co on jedną ręką i trzy razy szybciej. No ale skoro już tu jestem, to nie będę się męczyć, a skoro on tu jest, to niech wykonuje swoją robotę. Tylko gościu, proszę, szybciej. Nie chcę z rozcięciami lądować w poczekalni, tylko pójść na prześwietlenie, żeby zobaczyć, co z ręką.. i stamtąd wypierniczać w podskokach. No, jeszcze zajrzałbym do Azjatki, wypadałoby dowiedzieć się, co z jej stanem i tak dalej.
Tyle, że po podaniu jej soli trzeźwiących okazała się niesamowicie rozbudzoną i aktywną osobą. Co lepsze, zaczęła się wydzierać na ludzi, którzy chcieli jej pomóc. Dlatego chwilę potem już nie zwracałem uwagi na nieudolne próby opatrzenia moich ran przez tego dzieciaka, a patrzyłem cały czas w stronę rozwydrzonej zielonowłosej. Jeeezu. Przecież nic jej się nie stanie, czemu tak krzyczy? Na mnie też się będzie drzeć, jeżeli dojdzie do niej, że pierwszej pomocy udzieliłem jej ja? Mam nadzieję, że nie. Może jeszcze dojdzie do tego, że będę musiał ją przepraszać za niewinność? Cholera, cudownie. No, jej śliczna buzia nadrabia charakterek – to przynajmniej. Dobra, chwila, bo zszedłem niepotrzebnie na jej aparycję, co jest. …ale przyznam, że trochę z niej laski było. Dobra, już! Przestaję!
- Proszę się uspokoić, chcemy pomóc. – mruknął zirytowany już lekarz, starając się zmierzyć ciśnienie poszkodowanej. – Proszę spokojnie i głęboko oddychać. – zasunął na jej ręce uciskowy pasek, zerkając na urządzenie pomiarowe, gdy nagle Azjatka głośno i agresywnie na nieo krzyknęła, ten aż podskoczył i złapał się za serce. No komedia, prawie się zaśmiałem. Powinienem interweniować? Wychyliłem się, żeby mogła mnie bardziej zobaczyć i powiedziałem:
- Heej. Też nie chce mi się tam jechać, ale sprawdzą nasz stan, zalecą parę dupereli i będzie spokój. Nie mam racji? Nie upieraj się. Odpoczynek ci się przyda, skoro ze zmęczenia wylądowałaś na środku ulicy… - oczywiście, wszystko spokojnym i racjonalnym tonem. – Proooszę, nie krzycz już. Kupię ci ciasteczko, jak się dobrze spiszesz. – zaśmiałem się pod koniec, chcąc jakby rozładować z lekka napięcie panujące w karetce. Normalnie gorzej, niż jakby wieźli tu kogoś na skraju śmierci, z jedną nogą po drugiej stronie. No, nic nie poradzę.
Zerknąłem tym razem na gościa, który mnie opatrywał. Po wcześniejszym krzyku dziewczyny także i na niego, jeszcze bardziej się zdenerwował, a aktualnie ręce miał już jak z galarety.
- Em, czekaj. Daj mi to. – mruknąłem z rozbawieniem i zabrałem się samemu za oczyszczanie niekrwawiących już zadrapań i tak dalej.
- Nie może pan sam tego.. – zaczął „stażysta”, ale uciszyłem go jednym zerknięciem i bardziej umiejętnym operowaniem wacikami i gazami, niż takim, które sam reprezentował. Chyba gościa załamałem do kwadratu i zakopałem jego powołanie głęboko pod ośmioma metrami ziemi i czterema cementu. No cóż, nie każdy się nadaje… Chłopak podłamany usiadł w kącie i zerknął w jakimś kierunku. Szkoda mi się go zrobiło, ale co poradzę. Trochę to komiczne.
Szybko rozprawiłem się ze swoimi opatrunkami, chwilę potem zerkając ponownie na siłujących się z dziewczyną lekarzy. Spojrzałem też przez okienko na miasto, o.. Dojechaliśmy do szpitala. Trochę później pojazd zatrzymał się na szpitalnym parkingu, a stażysta (hehe) otworzył drzwi. Ja wyszedłem o własnych siłach, a dziewczynę wywieźli na noszach, w końcu oznajmiając w końcu, że to niezłe osłabienie. Łał. Tyle, to sam byłem w stanie powiedzieć. No, dowiedziałem się w karetce jeszcze, że ma niskie ciśnienie, jest przeziębiona… Powinna siedzieć w domu i popijać ciepłą herbatkę.. Eh.. Weszliśmy do budynku, a powitał nas jeszcze intensywniejszy, niż było to w przypadku karetki, zapach…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz