czwartek, 9 lipca 2015

14.06.2013, piątek - Ryuumine.

Przez szpary przestrzeni między powiekami nieprztyomnie przenosiłem wzrok, nie spuszczając z oka klęczącego nade mną. Nie dawał pozorów takiego, który tutaj tylko przechodził. Choć byłem otumaniony, byłem pewien, że on też dzisiaj miał nie najlepszy dzień. Krwawił. Może on komuś zaserwował zły humor? Yh. Zresztą, nie obchodzi mnie to, z kim i z jakiego powodu miał utarczki. To nie ma znaczenia. Poza tym, miał chyba mniej szczęścia, jeśli nikt mu nie udzielił pomocy. Może to nie był mój pechowy dzień? Przynajmniej ten zabijaka do mnie podszedł i chciał w jakikolwiek sposób pomóc. Swoją drogą, czy ja skądś nie kojarzyłem tej postaci? Kogoś tak oryginalnego, że tak go nazwę, nie zapomniałbym. Chociaż.. nie miałem pamięci do osób, z którymi nie zamieniałem żadnego słowa. Z nim na pewno nie prowadziłem dialogu. Z nikim obcym tutaj nie rozmawiałem. Po namyśle - nie, jednak był okropny i wkurwiający. Zamiast zmierzać do domu, jak zakładał plan, byłem zmuszony leżeć na chodniku, nie mogąc poruszyć choćby palcem. Kiedy zaczynałem kojarzyć coś-nie-coś, a puzzle zaczęły się układać w obraz zaistniałej okoliczności, krew mi się zaczęła burzyć.
Zacząłem drżeć znacznie mocniej, niż ówcześnie. Zacisnąłem odruchowo szczękę, aby nie dostać nagłych skurczów tych okolic. Nie chciałbym sobie odgryźć języka. Nie, nie miałem ataku padaczki, w życiu mi się to nie zdarzyło. Aczkolwiek problem tkwił w tym, iż nie byłem odporny na zawieruchy znikąd, deszcz, śnieg z przymrozkiem i inne atmosferyczne ścierwa, jakie zrzuca na świat pogoda. Ona też jest denerwująca. Wszystko było nie do zniesienia!
“Chwila, chwila.. Co ty do mnie, szanowny, kurwa, panie, powiedziałeś? Słyszałem to. Głupotę, co?! Sądzisz, że mnie tak deszczyk załatwił?! Pewien jesteś, że mogę sobie ot tak zostać w domu?! Ja? Doktor historii sztuki?! Nie mam chwili spokoju! Kogo obchodzi to, że jestem chory?! To nie potrwa długo, na pewno szybko wrócę do siebie! Ale do tego czasu nie pozwolę na to, żeby ktoś sprzątnął mi robotę sprzed nosa. Skończyły się dobre, szczenięce czasy, kurna.”
Zacisnąłem mocniej zęby, choć podbródek dalej nieokiełznanie (lecz nieco słabiej) drgał. Zmrużyłem bardziej oczy, aczkolwiek nieco zmienił mi się wyraz twarzy, kiedy położono na mnie, co prawda niezbyt suchą już, ale dalej ciepłą bluzę. Dobra, powiedzmy, że poprzednie słowa zostały mu na jakiś czas odpuszczone, co nie oznacza, że zapomnę o tym. Przeciwnie. Niech no go jeszcze spotkam gdzieś przypadkowo.. Być może podziękuję mu za tą troskę, jeśli jako jej przejaw mogę nazwać czyny zakolczykowanego faceta, ale nie zrobię tego, póki mnie nie przeprosi za nazwanie mnie głupim. Koniec, kropka.
Spojrzałem za dłonią tego mężczyzny o granatowych włosach i prześledziłem, jak ściąga mi z ust maskę, ‘na co zareagowałem’ kaszlnięciem, ponieważ nagle zadrapało mnie w gardle. Nic nie poradzę.
- Jaką pomoc..? - słabo powiedziałem, choć w środku już coś chciało, żebym się podniósł i po prostu im spierdolił, a szczególnie wtedy, kiedy usłyszałem dźwięk karetki.
Ani się nie obejrzałem, że tak to ujmę, a zabierano mnie na tym lichym leżaku do środka pojazdu, choć próbowałem stawiać opór jako-taki, żeby puścili mnie wolno, choć dalej utrzymywało się otumanienie i nie byłem zdolny do pełnego pojmowania otaczającego mnie świata. Zresztą, kiedy byłem?
I absolutnie nic mnie obchodzi, że trzeba mnie zbadać! Badałem się ostatnio, starczy!
Także do żywych powróciłem dopiero wtedy, kiedy drzwi karetki się zamknęły za wchodzącym do niej pokiereszowanym mężczyzną, natomiast mnie podano sole trzeźwiące, które po jakimś niedługim odstępie czasowym zaczęły działać.
Nie będę opisywać tego, jak żenująco musiałem się zachować, żeby przemówić tym dwóm bezmózgom (trzeci nieumiejętnie zajmował się drugim poszkodowanym, aczkolwiek ten pielęgniarz chyba był jeszcze na stażu, bo, za przeproszeniem, chyba gówno wiedział o pierwszej pomocy i moja papuga, która jest, kurna, papugą zrobiłaby to lepiej, niż on), żeby się zatrzymali, ja sobie spokojnie wysiądę i pójdę do siebie, bo wiozą mnie w praktycznie odwrotną stronę. W skrócie, to darłem się, zdzierając sobie bardziej gardło, rzucałem od czasu do czasu obelgami i szarpałem się na wszystkie strony, próbując któregoś kopnąć, lecz w porę mnie unieruchomili. Niech ich szlag!
Po dosyć krótkim czasie od zabrania się ambulansu z miejsca zdarzenia, kiedy zaczynało mi brakować sił, nieco się pohamowałem przed próbami skrzywdzenia jednego i drugiego, bo zagrozili mi w niedosłowny sposób, że potraktują mnie środkiem uspokajającym, jeśli nie przestanę. Będę robił, co będę chciał, idioci!
Ciężko oddychając od tego ataku złości i opanowując czerwień na dekolcie, która tam wstąpiła od tego wkurwienia, zerkałem w stronę siedzącego nieopodal ‘wybawcy’. Ogarnąłem go wzrokiem, zaciskając znów usta i piorunując mściwie jego całą sylwetkę. To bardzo miło z jego strony, że mi pomógł, ale nie musiał, do cholery, zamawiać mi tej taksówki z czterema przygłupami na pokładzie, która zmierzała w stronę tej wielkiej kostnicy w centrum Lodynu. Miałem ochotę go za to skrzywdzić. Najpierw podziękować, jak mi kazało moje sumienie i resztki dobrej, niesplugawionej przez zło duszy, a potem go pieprznąć. Czy jemu też się dobrze widziała wizyta w tych lodowatych, przetłoczonych od cherlającego ludu murach? Na pewno nie. Nikt nie chce tam siedzieć.
W pewnej chwili zerknąłem na tego przerośniętego dzieciaka, który próbował oczyścić jego poranioną rękę, choć nawet z wodą sobie pierdoła nie dawała rady.
- Zrób to porządnie, idioto! Powinieneś mieć na plecach napis: “Ja tu tylko sprzątam.”, skoro tak się z tym bawisz! To jest facet, a nie porcelanowa figurka!
Nie miałem takiego zamysłu, żeby sztucznie udawać pełną cierpliwości i serdeczności osobę. Chyba krzyk wreszcie podziałał na tego pielęgniarza, przestał traktować rany, jak jakiejś kruchej pamiątki po pra-pra-pra-pradziadku, którą bez trudu mógł zbić. Zresztą, miałem rację. Ten student (na oko szacując jego wiek) nie był chuchrem, nie rozsypałby się, gdyby się go mocniej złapało. Przynajmniej teraz coś to oczyszczanie daje, phyh.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz